Zbigniew Horbowy rozmawia z Redakcją /NR 5’86 (170)

Artykuł pochodzi z czasopisma „Projekt” nr 6’86 | 163 
Autor: Ewa Andry
Zdjęcia; Jerzy Sabara

Wybrane fragmenty:

„Zbigniew Horbowy urodził się w 1935 roku. Ukończył Państwową Wyższą Szkolę Sztuk Plastycznych we Wrocławiu – Wydział Szkła pod kierunkiem prof. Stanisława Dawskiego, dyplom w 1959 roku. Od 1959 roku stale współpracuje z Hutą Sudety” a od 1974 roku jest kierownikiem artystycznym Zakładu Szkła Artystycznego w Polanicy Zdrój. W roku 1960 podejmuje pracę dydaktyczną w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych we Wrocławiu, w 1975 roku zostaje docentem Katedry Szkła. Od 1978 roku współpracuje z ZZG „Inco” we Wrocławiu. Wraz z licznymi ekspozycjami w kraju i za granicą, od 1960 roku bierze udział w wystawach ogólnopolskich, międzynarodowych i prezentacjach zagranicznych. Wśród nagród i wyróżnień: w latach 1969, 1975, 1979 Nagroda Ministra Kultury i Sztuki, Srebrny Medal na Triennale Szkła – Jablonec, 1973: Zloty Medal na Triennale Szle/a – Kłodzko, 1976.

REDAKCJA: Działalność projektantów współpracujących z Państwową Wyższą Szkołą Sztuk Plastycznych we Wrocławiu już od połowy lat 50-tych zwróciła uwagę krytyki artystycznej. Wyrażane jest też przekonanie, że wrocławska uczelnia, z początkiem lat sześćdziesiątych, zdołała wykształcić własny styl projektowania w zakresie szkła przemysłowego. Prostota formalna, czysty w rysunku zarys kształtu oraz oszczędnie wprowadzony kolor to wspólne cechy prac jej absolwentów, artystów ze „szkoły wrocławskiej’ szkła.
ZBIGNIEW HORBOWY: Dla mnie wszystko zaczęło się prawie 30 lat temu, kiedy przyjechałem realizować dyplom w hucie w Szczytnej, miejscowości leżącej na Dolnym Śląsku. Nigdy nie przypuszczałem, że zostanę tam tak długo i że właśnie szkło stanie się moją pasją. Początki były bardzo trudne. Może właśnie dlatego pozostałem. To cecha charakteru, gdy jest źle – zostaję. I pracuję tak długo, aż to zmienię.
W tym czasie kadra techniczna w ogóle nie istniała. Ale miałem „łut szczęścia” trafiłem na wspaniałych szklarzy, wyjątkowych mistrzów w swoim zawodzie. Ferdynand Witowski, bracia Kalmanowie a z młodszego pokolenia Tadeusz Podleśny i Julian Kucharzewski – to ludzie z którymi warto było pracować i dla których warto było zostać w hucie. A było ciężko. Wydaje mi się, że nikt z młodych projektantów nie jest w stanie wyobrazić sobie ówczesnych warunków pracy.
Red.: Na przełomie lat 60/70-tych, po raz pierwszy w Polsce, nazwisko projektanta stało się synonimem dobrego szkła. Kolekcjonowano i kupowano „szkło Horbowego”.
Z. H.: Świadczyłoby to o tym, że spełniłem warunki jakie uważam za podstawowe w pracy projektanta – umiejętność przewidywania i realizacji zamówienia odbiorcy.
Red.: W Pańskich pracach z tego okresu, mowa o latach 60/70, ,,dominowały formy o precyzyjnie kreślonych profilach, symetryczne, pozbawione doklejanych detali. Propozycje Horbowego wskazywały na niewyeksploatowany dotąd obszar potencjalnych działali projektantów zatrudnionych w przemyśle. Szkło typu „antico” pozwalało na rozwinięcie produkcji seryjnej dzieł, które nosiły pewne cechy typowe dla kreacji unikatowych. Sprawą zasadniczą była nie tyle bogata i dość efektowna, jak na warunki seryjnej produkcji, skala kolorystyczna, lecz zagadnienie zróżnicowania konsystencji masy szkła w poszczególnych egzemplarzach czy seriach. W zależności od nieskomplikowanych zabiegów, przeprowadzonych na pierwszej bańce szkła w trakcie formowania, uzyskiwać można było odmienne kształty i różną gęstość pęcherzykowatej zawiesiny. Wydmuchiwanie naczyń w tak zwanej przedformie pozwalało na niewielkie odstępstwa od podstawowego kształtu, zatapianie wylewu przydawało jeszcze gotowym obiektom znamion rękodzieła. Nawet stanowiące rezultat identycznych zabiegów butle czy czarki różniły się nieznacznie między sobą. Wychodzono w ten sposób naprzeciw pokusie posiadania czegoś niepowtarzalnego, wykonanego odręcznie. Jednak kilka lat później, gdy produkcja huty w większym stopniu przeznaczona była na eksport, Pańskie prace zniknęły z półek sklepowych. Tak jest do dnia dzisiejszego, chociaż „antico” było tylko jedną spośród wielu Pańskich propozycji.
Z.H.: I to może być przyczynkiem do określenia sytuacji projektanta w chwili obecnej. Jest ona bardzo trudna. W pogoni za doraźnym zyskiem, który może przynieść byle jaki produkt, właściwie zapomniano o wszystkim co było dotychczasowym wspólnym dorobkiem. Nieliczne grupy projektantów realizują, z ogromnymi trudnościami, swoje projekty a wielki przemysł właściwie adaptuje cudze wzory.
Red.: Wynika to z potrzeby czy z wyboru?
Z.H.: Przede wszystkim z braku chęci do podejmowania jakiegokolwiek ryzyka. Producent wie, że wytwarzając produkt według wzorów zagranicznego odbiorcy ma gwarancję zakupu. Jest to bezpieczne, ale i bardzo groźne, bo w efekcie sprzedajemy siłę roboczą i surowce – a nie myślenie. Należy równocześnie pamiętać, że wzornictwo nie jest wynalazkiem nowym . Projektantem był już człowiek, który nie wiedział nic o ergonomii zaczął się zastanawiać jak kamienną siekierkę dopasować do ręki.
W moim odczuciu, ciągle jeszcze nie umiemy myśleć selektywnie. Przecież, wśród wszystkich dyscyplin sztuki, projektowanie jest najbliższe człowiekowi. Jest ono zarazem pewnego typu towarem. Trzeba je umiejętnie wykorzystać. Nie ma postępu technicznego w przemyśle, nie ma nowych wyrobów, bez wzornictwa przemysłowego.
Red.: Co należałoby zrobić w takiej sytuacji?
Z.H.: Stworzyć naturalne warunki dla wzornictwa przemysłowego. To znaczy, przede wszystkim – uznać jego istnienie. Winno to być wynikiem zrozumienia funkcji wzornictwa a nie objawiać się w tworzeniu struktur typu administracyjnego. Na przykładzie ostatniego dziesięciolecia widać ich fasadowość i kruchość. Zamiast ulegać fascynacji uprzemysłowienia należy w Polsce kultywować tradycję ręcznej pracy hutnika. Tylko wtedy możemy być konkurencyjni. Tymczasem u nas ten zawód ginie. Jest ich w tej chwili już niewielu, a nic nie robimy, by kształcić nowych, wszechstronnych wykonawców. Jako przykład troski i właściwego stosunku do ludzi od których zależy dalszy rozwój przemysłu szklarskiego można podać naszego najbliższego sąsiada – Czechosłowację. Nie bez powodu czeskie szkło cieszy się nieustającym uznaniem. W Polsce przemysł szklarski i ceramiczny zapełnił półki sklepowe towarem, który nie znajduje odbiorców. W tej sytuacji chętnie zlikwidowanoby kilka zakładów zamiast szukać nowej koncepcji formy tych wyrobów. Takle przykłady nie są, niestety, odosobnione.
Red.: Z jednej strony nie docenia się działalności projektantów a równocześnie mówi się czasami o podobieństwach, wręcz wtórności polskich rozwiązań.
Z.H.: Użyję pewnego porównania: idąc ścieżką w lesie – spotykamy te same drzewa. W większości przypadków, po prostu „tamci” szli przed nami tą samą drogą. Trzeba o tym pamiętać. Mnie też się zdarzyło znajdować rozwiązania oryginalne a okazywało się, że to już było. Z drugiej strony szkło istnieje od tysiącleci, pewne problemy powracają. Nie twierdzę, że to ja wymyśliłem „antico”. Ale uzyskanie pęcherzyków powietrza (które przez wiele lat szklarze usiłowali wyprowadzić) – w szkle seryjnym, o wybranej wielkości i kolorze, sytuowanie ich w określonym miejscu, nadanie im rangi elementu- współtworzącego projektowaną bryłę – uważam za swoje osiągnięcie.
Równocześnie, szczególnie w projektowaniu przemysłowym. błędem jest w dążeniu do doraźnych sukcesów, oczekiwanie od projektantów wyłącznie dzieł wybitnych. Tak jak w innych dyscyplinach, predyspozycja twórcza nie jest wartością stałą. Rozwój artystyczny może się dokonywać tylko w trakcie systematycznych działań.
Red.: Potrzeba konfrontacji i wymiany doświadczeń między projektantami wydaje się być ewidentna. W Czechosłowacji – publikacje o artystach szkła i ich osiągnięciach nie są rzadkością, szczególnie wiele jest ich w Związku Radzieckim. Tymczasem w Polsce – jedynym opracowaniem obejmującym całokształt dokonań w tej dziedzinie jest „Polskie współczesne szkło artystyczne” Pawia Banasia.
Z.H.: Dlatego chciałbym, mając dorobek i doświadczenie, popracować w takich warunkach jakie stworzono uznanym projektantom. W innych krajach: właściwe zasady zatrudnienia etatowego, możliwość realizacji zamierzeń twórczych, uczestnictwa – również personalnego – w światowych wystawach szkła.
Red.: Może koszty wprowadzenia takiego programu w kraju są zbyt wysokie?
Z.H.: Raczej nie docenia się korzyści płynących z wykorzystanie pracy projektanta. Równocześnie sami artyści nie są odpowiednio wynagradzani. Uznaje się tantiemy za wykonanie, na przykład, piosenek – dlaczego nie ma ich za sprzedane meble, szkło?
Red.: W Pańskich realizacjach szkło użytkonie nie ustępuje unikatom bogactwem formalnym.
Z. H.: Lubię projektować dla określonego odbiorcy, który narzuca mi swoje marzenia, życzenia, kryteria. Uważam. że mądry projektant powinien umieć zrealizować zamówienie. Cudownie jest zaprojektować unikatowe dzieło, ale jakże trudno – kieliszek do produkcji automatycznej. To ogromna odpowiedzialność. Trzeba być nie tylko artystą, ale i psychologiem. ekonomistą, technologiem.
Red. : Pański dyplom był pierwszym we wrocławskiej uczelni w całości zrealizowanym w szkle sodowym-kolorowym. Również pierwsza we Wrocławiu – Pańska indywidualna wystawa szkła. A jaki jest program Zbigniewa Horbowego – dydaktyka?
Z.H.: Chciałbym, aby polskie projektowanie w szkle było odmienne od systemu kształcenia w Czechosłowacji czy w krajach zachodnich, USA. W tym celu uczelnia powinna zapewnić studentom wszystkie, realne u nas, możliwości wykonawcze, czyli wytopienie szkła w małym piecu, pod kierunkiem instruktora. Rownocześnie, wraz z rozwojem indywidualności, winna uczyć młodych twórczego myślenia w zakresie projektowania przemysłowego. Wprowadzać ich w zagadnienia towarzyszące projektowaniu. Takie przygotowanie daje możliwość zarówno nie skrępowanej wypowiedzi artystycznej jak i umiejętnej, świadomej realizacji zamówienia. Pragnę, aby absolwent był przygotowany do wykorzystania optymalnego dla projektanta układu: artysta-technolog- wykonawca. Zarówno w twórczości unikatowej jak i w projektowaniu.
Red.: Czy patrząc na Pański dorobek ostatniego roku: formy o charakterystycznej, zwartej tektonice, miękkich przejściach koloru czy srebrzysto-szare, monochromatyczne należy uznać, że idealny tercet został osiągnięty?
Z.H.: W dużej mierze tak. Ale, aby taka sytuacja była normą, potrzebny jest inwestor. Należy umiejętnie wykorzystać istniejące możliwości hut, fachowość projektantów i technologów, mistrzostwo hutników szkła . Nie wymaga to nakładów finansowych – tylko myślenia.
Red.: Pańskie plany, projekty … ?
Z.H.: Myślę o wyodrębnieniu stylu wrocławskiej pracowni szklarskiej INCO z którą współpracuję od 10 lat, o produkcji w zakładzie w Polanicy szkła kolorowego z możliwością powielania w krótkich seriach, o lapidarnych, prostych formach ze zmienną barwą wykonywanych na bazie szkieł kadmowo-selenowych.
Moją fascynacją , od polowy lat 70-tych, są witraże. Wraz z własnym sposobem realizacji znalazłem w nich pole do dalszych poszukiwań dotyczących koloru w szkle. W symetrycznych, grubych, lanych elementach barwa rozłożona jest niesymetrycznie. Jak zawsze równolegle traktuję poszukiwania unikatowe i projektowanie dla większych serii.
Red.: Dziękuję za rozmowę.”

”.

Reklama

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s