Janusz Stanny – rozmowa z ilustratorem /NR 4’73 (95)

Artykuł pochodzi z czasopisma „Projekt” nr 4’73 | 95
Autor: Redakcja „Projektu”

Wybrane fragmenty:

„Redakcja: Jak się układają związki współczesnej grafiki książkowej z plastyką czy sztuką w ogóle?
Janusz Stanny: Zachodzi tu prosta zależność, książka transmituje do społeczeństwa wartości sztuki wizualnej swojego czasu. Dzieje się tak jednak z pewnym opóźnieniem w stosunku do zjawisk wywoławczych, bo książka ma swoje prawa, do których plastykę dostosowuje. Jest ona stykiem wyobraźni artysty i oczekiwań czytelników, z którymi należy się liczyć. Mamy tu więc marsz w tym kierunku, ale z korektą 10-20 lat różnicy.

Red.: Skąd idzie większy nacisk na formę języka graficznego w książce , ze strony pop czy sztuki elitarnej?
J.S.: Myślę, że ze strony sztuki elitarnej. Pop wpływa tutaj naprawdę tylko o tyle, o ile jest zamieniany w salach wystawowych na sztukę elitarną?

Red.: Porzucając europocentryzm, co książce dały i co mogą jeszcze dać kultury innych rejonów świata?
J.S.: Najwięcej impulsów przyszło z Azji. Z tamtych wzorów wzięły się u nas: książka z luźnych kartek, książka-harmonijka, książka składana w różne strony i na różne sposoby, słowem wszystko to, czym tak bardzo lubią bawić się graficy pozostawieni sami sobie. Właśnie zabawa papierem i przedmiotem, wniknięcie w istotę możliwości materiałowych , element estetycznej przyjemności równy z funkcjonalnym – wszystko to przyszło stamtąd, łagodząc surowość formuły rzymskiego kodeksu. Dzisiaj i jutro wpływy takie mogą dotyczyć samego znaku, ale to już przyjdzie wraz z ogólną tendencją do uniwersalizacji języka obrazu. Trudno jednak dokładniej coś przewidzieć, pomieszanie w tej dziedzinie wbrew pozorom, jest jeszcze kompletne.

Red.: Po czterech tysiącach lat księgi rękopisanej, pięciuset – galaktyki Gutenberga, w którą stronę pójdziemy jutro? Pod jakim kierunkowskazem postawić więc trzeba twórców książki współczesnej? Z którego kręgu przyjdzie zmiana: technologii czy sztuki? Co już dziś wskazuje przyszłą orientację?
J.S.: Przypuszczam, że świat nasz tak szybko i tak bardzo się nie zmieni. Choć niewątpliwie wprowadzi się nowe technologie, które podyktują kierunki ewolucji książki jako instrumentu i jako przedmiotu. Cywilizacja techniczna wyprzedza dziś ruch w obrębie kultury. Więc myślę o przyszłości mniej więcej tak – że zróżnicuje się ogromnie książka funkcjonalna i książka literacka. W tym pierwszym gatunku na pewno przybędzie strona audiowizualna, jej rolę poszerzy i wspomoże elektronika. Natomiast w drugim zakresie książka stać się może pełnym, w sensie wyrazu, zespołowym dziełem artystów (jak np. film), integrującym słowo z obrazem na równych prawach i adresowanym do wyobraźni odbiorcy. Gdzie szukać drogowskazu dla rozwoju książki? Najogólniej, w kabinie „Apolla” lub „Sputnika”.

Red.: Ilustrowanie cudzego tekstu to sprawa drażliwa, już chociażby dlatego, że jest to jednak w jakimś sensie współautorstwo. Myślę, że ktoś komuś narzuca w tym duecie swoje. Gdzie jest zwycięstwo, a gdzie klęska; gdzie kończy się obowiązek wierności pisarzowi a zaczyna wierność sobie? Do jakiego stopnia można literaturę „reinterpretować” używając obcych jej elementów graficznych?
J.S.: Myślę inaczej. Duet w twórczości jest pozycją równie dobrą jak solo, tylko może trudniejszą. Trzeba na to więcej dojrzałości, czy może po prostu cierpliwości. Dla mnie ilustrowanie książki to zadanie piętrowe, staram się bowiem pokazać nie tylko ideę utworu, ale ustosunkowuję się także do osobowości pisarza, do jego czasu historycznego, przedłużając jakby myśl autorską w dzień dzisiejszy. Można badać bez końca zawartość słowa pisanego, odkrywać jego znaczenia, wartości i uroki. Jest to właśnie zależność formy od treści – ale w bardzo szerokim tego związku rozumieniu. Oczywiście, trudny do uchwycenia jest w pracy moment przesilenia uwagi grafika z dzieła na siebie samego. A od niego zaczyna się „ilustracja” dla „ilustracji”.

Red.: Czym jest w swojej funkcji ilustracja dzisiejsza w stosunku do dawnej np. XIX wieku, po całej rewolucji foto-komiksowo-filmowej?
J.S.: Po zmniejszeniu funkcji informacyjnej , którą generalnie przejęła fotografia i film – pozostała i zwiększyła się funkcja estetyczna ilustracji. Po okresie odwoływania się do umysłu, przyszedł czas odwoływania się do wyobraźni.

Red.: Czy dziecko jako czytelnik wymaga specjalnego języka obrazowego i innego mechanizmu książki?
J.S.: Tak – chociażby z tego względu, że ilustracją można dziecko nauczyć spostrzegawczości i śmiałości w patrzeniu, słowem aktywnego stosunku do świata. Świat ten powinien być pokazywane na różnorakie sposoby, jako zespół form oswajalnych, nadających się do transformacji. Ćwiczenie wyobraźni jest ćwiczeniem inteligencji, stabilny, „nierozbieralny” obraz rzeczywistości wzmaga pasywność umysłową. Można oczywiście pokazać dziecku jak dokładnie wygląda żabka, ale należy pokazać mu ją również jako strukturę, mechanizm, plamę, metaforę, wreszcie jako pewną perspektywę w widzeniu reszty świata. Łatwiej jest kierować wyobraźnią dziecka niż dorosłego, ale we wszystkich metamorfozach świata widzialnego muszą mieć udział logika i konsekwencja.

Red.: Jeśli zgodzi się Pan ze mną w opinii, że strona wizualna naszych książek, łącznie z dziecięcą, znalazła się w stanie stagnacji – jak proponowałby Pan przełamać ten stan?
J.S.: Chyba jak najmniej zamykania się w wąskiej grupie, a jak najwięcej otwartej wymiany zdań z różnymi specjalistami i obserwatorami tej strefy. Zmiana jednego czy drugiego rozwiązania nie poprawi dialogu z czytelnikami. Najważniejsze jest myślenie, jedynie różnica ciśnień może tu wytworzyć zbawienny przeciąg. Trzeba zacząć od kłótni.

Red.: Puenta będzie prywatna, jaki jest pański ideał książki jako czytelnika i jaki rodzaj sprawia Panu przyjemność jako ilustratorowi?
J.S.: Ideałem byłaby książka opracowana całościowo, z intrygą literacką i plastyczną – taka zabawka dla dorosłego o różnych możliwościach manipulowania nią, przedmiot wielostronny i bogaty. Najchętniej ilustruję pozycję. Mam teraz pomysł, żeby do gazety o największym nakładzie  np. „Trybuny Ludu” zacząć dawać raz na miesiąc opracowaną graficznie wkładkę z wierszem. Z biegiem czasu mogłoby się w ten sposób ułożyć niezwykłą, awangardową antologię w półmilionowym nakładzie, o jakiej marzyć może tylko poeta, plastyk i czytelnik. Papier nie jest ważny, można znaleźć ekspresję nawet w druku gazetowym. Najciekawsze byłoby narzucanie tego stopu sztuki wyobraźni zbiorowej. Poza wszystkim – nie jest to eksperyment kosztowny.”

Ilustracje:

  1. Janusz Stanny
  2. 1 i 2 – Ilustracje do „Wierszy” W. Broniewskiego, projekty; 3 – ilustarcje do „Wierszy” K.K. Baczyńskiego, projekt;
  3. Ilustracje do „Antologii poezji” (1- wiersz K. I. Gałczyńskiego, projekt, 2 – wiersz B. Leśmiana, projekt);
  4. Projekt okładki do książki „Proza, dramat, wiersze” T. Różewicza;
  5. Okładka do nowel „Pożegnanie z Marią. Kamienny świat” T. Borowskiego, PIW, 1973;
  6. Projekt okładki do książki „Urząd” T. Brezy
  7. Układ stronic książki dla dzieci „Wędrówka pędzla i ołówka” M. Terlikowskiej, Biuro Wydawnicze „Ruch”, 1972
  8. Okładka czasopisma „Projekt”, z którego pochodzi artykuł (autor: Janusz Stanny)

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s